Demokratyczny przełom starego talibów
14 września 2009
Kabul, 16 sierpnia 2009 r. -. Unikalny kandydat "Rocketi" nawrócony byłego dowódcę talibów Przyczyną afgańskiej demokracji, wyróżnia się od kwarantanny rywala Karzaja Hamida w nadchodzących wyborach i apeluje do prezydencji powstańcy aby "wyjść z pustyni" i naśladownictwa.
Nazwany "Rocketi" za obsługę kul w swoim czasie co "mudżahedinów" przeciw okupacji radzieckiej, Abdul Salam gesty poważnie przed setkami ludzi Barbados-Pasztunów większość, którzy podróżowali z południowej i wschodniej części Afganistanu słuchać.
"Rocketi" zajmuje starszy Armię w latach talibów fundamentalistycznego rządu, ale jesienią poddał broń i stał do demokratycznego przyczyny po upływie dziewięciu miesięcy w więzieniu, a z zagranicznych wojsk w tym kraju.
"Nie mam zachować rachubę ilu uzbrojenia rakietowego w życiu nie-ironiczny" Rocketi "w rozmowie z Efe, wkrótce po wiecu w stolicy. Ale w Afganistanie to czas pokoju. Dotknij negocjować z talibami ".
Po walce z Sowietami, zaciągnąć się do talibów i iść po afgańskiego parlamentu, "Rocketi" środki te dni jego potencjał jako kandydata Prezydencja wyborów w Afganistanie w dniu 20 sierpnia.
A publiczność, złożona z setek mężczyzn z turbany, brody długie i sześciu mężczyzn w "burki", uruchamia okrzyki "Allah jest wielki" w celu wsparcia obietnice byłego talibów Commander: sprawiedliwości, pokoju, islamskiego zero tolerancji dla korupcji, bezpieczeństwa i pracy.
"Rocketi" interwencje słuchania położył przywódcami plemiennymi włączony, wierszy interludium, otwarty list od dziecka i wersety śpiewane bez akompaniamentu, w tradycji muzycznej nadal używane przez talibów samych.
Jego zwolennicy ucieleśniają części Afganistanu że odmawia do przyjmowania obcych wpływów i trzyma do tradycji etnicznych Pasztunowie do wielkości w kraju, w oparciu o lojalności plemię i bardzo konserwatywny czytanie islamu.
I tak też się stało podczas okrzykami na działanie w tym byłego reżimu talibów, który jako student na podium "lub zaakceptować zwyczaje cudzoziemców lub ubrania zmian tylko dlatego, że (na północ) Amerykanie w Afganistanie."
"Są to cudzoziemcy, którzy nie opuszczają nas do postępu. Kraje takie jak Rosja, Iran i Pakistan nie pozwoli na rozwój Afganistanu. Musimy wzmocnić nasze siły bezpieczeństwa do wymarszu wojsk zagranicznych tutaj "Efe jest uzasadnione kandydata.
Chociaż Zobacz analityków możliwości "Rocketi" są niemal zerowe, według ostatnich badań, jest jednym z najbardziej niepopularnych kandydat-jego znaczenie polega na przykład można założyć za Talibowie wciąż walczy w kraju.
Afgański prezydent sam i od góry ziarno w wyborach Hamid Karzai, ma, jak obiecał gwiazdy, choć bezskutecznie, ofertę na osiedlenie się na umiarkowanym talibów do złożenia broni i wprowadzić proces demokratyczny.
"Jeśli Karzaj jest najskuteczniejszym handlowym. Tak więc wojna się skończy ", mówi Efe na widowni starego "mudżahedinów" Mohammed Nader, pochodzą z północnej prowincji Kunduz, który w przeciwnym razie uważa, że rząd nie wyraził satysfakcję w "dżihadyści".
Demokratyczny konwersji "Rocketi", jednak poszła źle ich dawni sojusznicy fundamentaliści, że w tej kampanii atakowali dwukrotnie swoje działania i zabił jeden z jego współpracowników, po wezwał populacja do bojkotu wyborów.
"Oni są w błędzie-żałuje Operacje wywrotny dawny dowódca powstańczy tabeli podczas brodę. Talibowie w Afganistanie muszą przestrzegać procedur demokratycznych i głosować kandydatów. Mieszkańcy Afganistanu chcą pokoju i stabilności ".
"Rocketi" mówi kampania spędzili każdy grosz zdobył dla sprzedaży domu, trochę dolarów 82.000, ale mówi, że będzie warto, jeśli wypłata jest dla Afganistanu od ponownie ścieżka rozwoju.
I jego zwolenników, z modlitwą, wzywając do "sukcesu odważny" Rocketi '"kontrowersyjne i były dowódca talibów z Dżalalabadzie, który jest obecnie stosowany w" powstańców opuścić pustynię "i zacząć maszerować w tym samym kierunku, jak pozostałe Afgańczyków.
Hamid Karzaj chce ponownej edycji poleceń z komfortową ołowiu
14 września 2009
Kabul, 14 sierpnia 2009 r. -. Zainstalowane w wygodnej przewagę nad rywalami, afgański prezydent Hamid Karzai, ma aby bronić swój mandat w wyborach w dniu 20 przez Flaga dialogu z bardziej umiarkowanym talibom i kraju w oczekiwaniu na obiecanego rozwoju.
Karzaj, 51, jest liderem w Afganistanie niemal od upadku talibów w 2001 roku, najpierw prowadząc rządu tymczasowego i później wybrany na prezydenta przez obywateli, w 2004 roku.
W nadchodzących wyborach, obecny prezydent chce wygra reelekcję nad jego krytyków, którzy oskarżają go o tolerowanie korupcji, opierając się na dawnych "watażków" i nie być w stanie rozwijać instytucje.
Do tej pory Karzaj przybył pakty z przywódcami różnych mniejszości etnicznych, takich jak "Warlords" Ismail Khan (tadżycki) i Rashid Dostum ust Uzbek) i ma włączone Jego nominacja do potężnego Mohammed Fahim i ogólnego kontrowersyjny i Były minister obrony w jego rządzie, a teraz chce być jego wiceprezes.
Z Fahim, Karzaj ma na celu zapewnienie wsparcia północnych Tadżyków, druga największa grupa etniczna w kraju, podczas gdy stara się wzmocnić głosu Pasztunów na południu i wschodzie przed bojkotem promowanego przez talibskich rebeliantów.
Jego najważniejszym puenta jest tylko oferta dialogu z talibami bardziej umiarkowanej, aby je złożyć broń i przystąpić do budowania demokracji afgańskiej w okresie ekspansji rebelii.
Pakt byłby nowy skręcają do politycznej kariery tego czołowego Pasztunów umiarkowany, którzy w czasie okupacji sowieckiej (1979-1989) służył jako doradca mudżahedinów i następnie wspierana Myślenie talibowie, podobnie jak wielu, że przyniesie stabilizację w kraju.
Bliskie stosunki, że ten ostatni miał z pakistańskich tajnych służb doprowadziły go jednak zdystansować się od fundamentalistów i zaczął zorganizować Opozycja za granicą jeszcze przed 11-S.
Z amerykańskiej interwencji w Afganistanie, Karzaj zdecydowano do walki z talibami i wystąpił w epickim wejściem na południu wraz z garstką zwolenników kilka Jazda motocyklem, jak ma pisarza Ahmeda Rashida w swojej książce " Descent Into Chaos ".
A potem, wybrany do poprowadzenia kraju rząd tymczasowy, prezydent nadal udało się utrzymać niepewną równowagę między różnymi frakcjami, grup etnicznych i plemion kraju, nadal centralnych do systemu politycznego.
Podczas gdy polityka wewnętrzna jest krytykowana przez liberałów za to, że wolno jej reform i korupcji panującej, Afgańczycy doceniają ich wyroki zagrożonych cywilnych ofiar z rąk wojsk międzynarodowych w kraju.
Piętnowany przez jego przeciwników wyśmiewane jako "burmistrz Kabulu" z powodu ograniczonej kontroli nad krajem, Karzaj jest jeszcze popularne wśród Afgańczyków pod dwa ostatnie sondaże znane, co przypisuje się 44 i 45 procent, odpowiednio, zdecydował się głosować w wyborach prezydenckich.
Z dwudziestu punktów przewagę nad najbliższym rywalem, Karzaj stoi przyszłość Afganistanu jako ulubiony pewnie w swojej roli "ojca narodu", jak nazywa się niektóre z jego plakatów wyborczych.
"Jeśli dzisiaj głosować Karzaj, Karzaj Gwarantujemy, że Twoje jutro "obiecuje Afgańczycy w swoim wyborczym hasłem.
Populizm na bok, prawdziwa zasługa obecnego prezydenta była jego ruch zajmować centrum afgańskich rozdrożu: między Pasztunów i Tadżyków, między obcych wojsk i społeczeństwu, między umiarkowanymi talibami i sektora małych liberalnej.
Mówią o nim ci, którzy go znają, że czuje się tak komfortowo w garniturze i pod krawatem jak turban i szatę
Armia Sri Lanki wypuszcza pierwsze wizerunki ciała Prabhakaran
04 września 2009
New Delhi, 19 maj 2009 -. Armia Sri Lanki udostępniła dziś pierwsze obrazy ciała szefa Tamilskich Tygrysów (LTTE), w Vellupillai Prabhakaran, godziny po prezydenta Sri Lanki ogłosił oficjalnie zakończył się 26 lat wojny.
"Ciało V. Prabhakaran, przywódca najbardziej barbarzyński psychopatyczne organizacji terrorystycznej na świecie, Tygrysów Wyzwolenia Tamilskiego Ilamu (LTTE) został uznany niedawno, "ministerstwo obrony w oświadczeniu.
Film wydany przez MON pokazał grupę żołnierzy na całym ciele przywódcy partyzantki, REBEL jednolitych przepisów na noszach i atakowana przez muchy, jego twarz nabrzmiałe i widoczne ran postrzałowych na głowie.
Odkrycia dokonano przez Armię w okolicach jeziora Nanthikadal, gdzie wojska w poniedziałek odrzucił ostatnią próbę przez partyzantów na ucieczkę przed cierpienia oblężenie, co spowodowało, zgodnie z oficjalnym, 352 żyje w buntowniczych szeregach.
"Zwycięstwo osiągnęliśmy po pokonaniu LTTE jest zwycięstwem naszego kraju, naszej ojczyzny. Chronić ludzi Tamil jest moja odpowiedzialność i mój obowiązek "Rajapaksa powiedział w swoim zeznaniu przed Parlamentem, otrzymywał stałe brawa.
Rajapaksa zaapelował do społeczności międzynarodowej odbudować północ, zniszczonym przez wojnę, ale odmówił "importować" rozwiązania politycznego nadania autonomii mniejszości Tamilów, głównymi ofiarami konfliktu.
"Nie mamy czasu na takie eksperymenty z rozwiązaniami proponowanymi przez inne kraje", powiedział Rajapaksa, po dostarczeniu do pojednania narodowego oraz działania na rzecz integracji wszystkich.
Walczące partyzanci i wojsko w ostatnich miesiącach spowodowały śmierć co najmniej 6500 cywilów, według danych ONZ, 265.000 inni natomiast ograniczają się w obozach utworzonych przez rząd nie wydostać się z nimi.
"Naszym celem była ochrona Tamilów ze szponów LTTE. Aby chronić niewinnych cywilów Tamil nasi żołnierze oddali swoje życie ", powiedział Rajapaksa, który oświadczył, jutro święto dla uczczenia" pokonać terroryzmu ".
Podczas swojego przemówienia, Rajapaksa milczał na Prabhakaran, podsycając spekulacje na kilka godzin jego śmierci, wzmocnione, ponieważ starszy partyzanckiej na wygnaniu zaprzeczył śmierć ich przywódcy.
"Rząd Sri Lanki sprawia niezweryfikowane roszczeń. Mogę tylko powiedzieć, że nasz krajowy lider jest żywy i bezpieczny ", powiedział w wywiadzie dla Tamilnet stronie, podobną do partyzantów, szef stosunków międzynarodowych LTTE, S. Pathmanathan.
Oficjalne źródła potwierdziły w poniedziałek śmierć Prabhakaran, którzy rzekomo próbował uciec obszar na pokładzie opancerzonego pojazdu i karetkę pogotowia ze swoim numerem dwa, Pottu Amman, szef dywizji morskiej, Soosai r.
Partyzanci został otoczony przez kilka tygodni przez wojsko w małej ulicy, w północno-wschodniej, gdzie jest również Crammed dziesiątki tysięcy cywilów, ofiar ostrzału przez wojska i represji rebeliantów podczas próby ucieczki.
Po ostatnim meczu w poniedziałek armia opublikował listę 18 nazwisk zmarłych przywódców partyzanckich, w którym Prabhakaran nie był, chociaż jego najbliższych współpracowników i jego najstarszy syn, Charles Anthony, szef technologii.
Dziś oddziały Pathmanathan oskarżony o popełnienie "zbrodni przeciwko ludzkości" przez "zamordowanie" politycznego przywódcę LTTE, B. Nadesan, szef sekretariatu Pokoju LTTEPS), S. Puleedevan, który próbował negocjować z oddziałami nieuzbrojonych i prowadzenie białe flagi.
"Co się stało w poniedziałek było dobrze zaplanowane rzeź kilku oficerów cywilów nieuzbrojonych przez LTTE, aby zniszczyć jego strukturę polityczną", strona Tamilnet, który wskazał na "wysoki rysunku Obrony" jest odpowiedzialny.
LTTE rozpoczął powstania zbrojnego przeciwko Sri Lance w 1983 roku ubiegać niezależnego państwa na północy i wschodzie wyspy kontrolowanej przez większość syngaleski, i od tego czasu zginęło ponad 80.000 ofiar przemocy.
Społeczność międzynarodowa już skupia uwagę na los cywilów zamkniętych w zakresie administracji, w oczekiwaniu na wizytę piątek na wyspę Sekretarza Generalnego Ban Ki-moona.
Armia Sri Lanki twierdzi porażkę Tigers Tamil po 26 latach w stanie wojny
04 września 2009
New Delhi, 18 maj 2009 -. Sri Lanka Army dzisiaj wydał kończenia prawie 26 lat wojny w kraju, po zakończeniu z góry i ostatnich bojowników "Tygryski" Tamilów, w ofensywie na kilka miesięcy że zabił tysiące cywilów.
"Wszyscy przywódcy LTTE ust Tygrysów Wyzwolenia Tamilskiego Ilamu) zmarło," powiedział Efe telefonicznie dyrektor Informacyjne Rządu, Anusha Palpita.
Wkrótce potem, Sri Lanki szef sztabu, Sarath Fonseka powiedział w oświadczeniu wydanym przez Ministerstwo Obrony, że wojska "pokonany militarnie," LTTE i "wyzwolony naród od trzech dziesięcioleci terroru".
Partyzanci został otoczony przez kilka tygodni w niewielkim pasie nadmorskim, w północno-wschodniej części Sri Lanki, które również Crammed dziesiątki tysięcy cywilów, którzy ponieśli ciężkie wojsko bombardowania i buntuje strzał gdyby próbowali uciekać.
W ten weekend udało się wyizolować armia partyzantów ostatni mniej niż jeden kilometr kwadratowy, do tego rano, LTTE przeprowadzone desperacką operację, aby osiągnąć lot kliki rządzącej.
"Próba ucieczki była ich jedyna szansa. Teraz każdy jest martwy i nie ma ocalałych w okolicy, "powiedział wojskowy rzecznik Efe Udaya Nanayakkara, który ogłosił, że kontrolę militarną i" całego ".
Podczas tej ostatecznej bitwy, wojska zakończył życie około 250 partyzantów, według rzecznika, który założono, że wśród zmarłych są zarówno przywódca partyzantki najwyższy, Vellupillai Prabhakaran, jak jego numer dwa, Pottu Amman.
Przywódca partyzantki, 54, próbował opuścić strefę bojową w pobliżu Ammanu i szefem partyzanckiej marynarki, Soosai, w konwoju karetki pogotowia i van zostało zastrzelonych przez wojsko.
Wiadomość o jego śmierci przyszła godzina po Armia ogłosiła pierworodne Prabhakaran, Charlesa Anthony'ego oraz sześciu innych prominentnych przywódców okresu najdłużej i krwawe walki partyzanckiej grupy o niepodległość tamilskiej na wyspie.
Wśród nich byli maksymalna opłata od spraw politycznych, B. Nadesan, szef Sekretariatu Pokoju ust LTTEPS), S. Puleedevan i buntownik szef policji, Ilango.
"To pierwszy raz, kiedy grupa terrorystyczna została całkowicie unicestwiona przez demokratycznego rządu", powiedział Efe telefonicznie Sri Lanki spraw zagranicznych, Palitha Kohona, który oddalił wiarygodność zarzutów cywilnych ofiar.
W oświadczeniu zamieszczonym na stronie internetowej o Tamilnet, LTTE powiązane, partyzanci stwierdził dzisiaj, że armia przeprowadziła "Zaangażowanie ubój" przed ostatnim Redoubt tamilskim, które były tylko "1.000 rannych partyzantów, urzędnicy i cywilów."
"Colombo postanowił nie udostępnia żadnej możliwości LTTE do negocjowania i zniszczyć swoje przywództwo", kontynuował partyzantów z połączeń poza granicami kraju.
Ta niedziela, tygrysy Tamil już oświadczył, że walka doszła do "gorzkiego końca" i ogłosił jednostronne zaprzestanie walki, aby zapobiec rozlewowi krwi wśród ludności cywilnej więcej.
To była odpowiedź rządu na ogłoszenie o "Rescue" z 50.000 cywilów, którzy pozostali w najnowszych dziedzinach partyzanckich i zostali przeniesieni do obozów utworzonych przez władze do domu wysiedlonych.
"Wierzymy, że armia podjęła między 50.000 a 80.000 cywilów w ostatnich dniach i przenosi się do obozów. Zdobył wojnę, ale oczywiste pytanie: co teraz ", powiedział rzecznik ONZ Efe w kraju, Gordon Weiss.
Ciężkie walki spowodowały od początku roku zginęło ponad 6500 cywilów, według szacunków ONZ, w przeciwnym razie, aby dodać dane z ostatnich tygodni, i partyzantów otoczony tysiącami ludzi, którzy używali do noszenia.
A w obozach, zgodnie z Kohona, obecnie 250.000 osób czeka na rząd rehabilitować swoje obszary pochodzenia, choć organizacje humanitarne twierdzą, że Tamilowie nie mogą ich opuścić.
Śmierć z przywódców partyzanckich walczących o niepodległość Tamil uzyskać oznacza koniec etapu w tej starożytnej azjatyckiej konfliktów dzisiejszej Azji i spotkała się z obchodów w Kolombo przez większość syngaleski.
"Tiger" Tamil Prabhakaran, przywódca krwawej partyzanckiej-odporny
04 września 2009
New Delhi, 18 maj 2009 -. Nieuchwytny przywódca Vellupillai Prabhakaran, zmarł dzisiaj w rękach armii Sri Lanki po 26 latach walki, został twarzą Tamilskich Tygrysów, krwawe ciało, które kiedyś miały lotnictwa własną opatentowaną Zamach samobójczy jako broń.
Bezkompromisowy twórca Tygrysy Wyzwolenia Tamilskiego Ilamu (LTTE) i innych przywódców partyzantki "nie żyją", powiedział rzecznik wojskowy Efe, który powiedział, że wystarczy, aby potwierdzić oficjalnie identyfikację ciała.
Bohater jego zwolenników i rząd Sri Lanki terroryzmu, Prabhakaran doprowadziły żelazną ręką dobrze wyszkolony i zdyscyplinowany partyzant, który umieścić w ryzach przez dziesięciolecia w wojsku dzisiaj twierdził, że otarła się to, co pozostało z LTTE, kilkaset ludzi, którzy oparli się muru w mniej niż jeden kilometr kwadratowy.
Daleko jest czas, który przyszedł do sterowania Prabhakaran dwie trzecie kosztów i całkowitej terytorium Sri Lanki jedną trzecią.
Na dwie i pół dekady walki, "Tiger" Prabhakaran nie wahał się usunąć w żaden sposób żadnego śladu niezgody wśród tamilskiej społeczności, a do końca jego ludzie strzelali do ludzi, którzy chcieli uciec przed walkami.
Urodził się w listopadzie 1954 roku w Jaffna półwyspie (North) jako najmłodszy z czterech braci, twoje życie można podsumować w błędnym wyścigu w celu osiągnięcia niepodległości dla wyspy Tamilów po dekadach dyskryminacji przez większość syngaleski.
Chociaż podczas jego polecenie udzielił bardzo mało wywiadów, mówi się, że był nieśmiały Prabhakaran studentów, którzy oburzeni nadużywaniem poniesioną przez Tamilów, zapisała się na sztukach walki i rozpoczął swoją wojowniczość w ruchach niepodległościowych.
W 1975 roku został dosadnie oskarżony o zamordowanie ówczesnego prezydenta Jaffna, Alfred Duraiappah, wkrótce po założeniu organizacji o nazwie New Tigers (TNT), zarodki, co stanie się LTTE.
Teraz zmieniona, partyzanci LTTE rozpoczął kampanię przemocy na niskim poziomie, że miała znaczący poparcia w 1983 roku i doprowadził do otwartej wojny przeciwko rządowi Sri Lanka spowodował ponad 70.000 zgonów (prawie 6.500 z nich w tym roku według szacunków ONZ).
Prabhakaran zbudował totalitarną organizacją przygotowaną do przeprowadzania ataków terrorystycznych i odważnych dramatyczne efekty, ale również zarządzać stanem faktycznym, szpitali, policji a nawet usługi celne.
Niekwestionowany lider LTTE, Prabhakaran był nieugięty wobec protestów w zbrojnym ruchu, który doprowadził ze swoich bunkrów i tuneli sieci na terenach leśnych teraz podbitych przez wojsko.
"Prabhakaran nie typem człowieka, który żyje na powierzchni jest. Jestem pewien, że żyjesz pod ziemią ", powiedział dziennikarzom kilka dni temu, brygady Shavendra DeSilva, który dał za pewnik, że" Tygrys "będzie walczyć" do ostatniej chwili. "
Każdego roku, lider LTTE wygłosił przemówienie z okazji Dnia Bohaterów Tamilskiego Ilamu.
"Są trzy podstawy: Tamil ojczyznę, narodowość Tamil i prawo do samodzielnego określania Tamilów. To są podstawowe wymagania dotyczące Tamilów, "powiedział zatłoczonym konferencję prasową i wyjątkową w roku 2002, kiedy LTTE osiągnęły rozejm z rządem.
Przedmiotem stałej plotek i spekulacji, mówi się, że historyczny przywódca partyzantki, którzy cierpieli na cukrzycę, przeżył kilka zamachów oraz wychwytywanie i nosił na szyi kapsułkę z cyjankiem, aby nie dać się złapać żywcem.
Prabhakaran Erambu Mathivathani był żonaty, ma troje dzieci, dwóch chłopców i dziewczynka.
Według armia Sri Lanki, jego żona, córka i jej młodszy syn z kraju, ale największa z 23 lat i po ojcu z przodu, także zmarł dzisiaj krótko przed swoim ojcem.
Prabhakaran był poszukiwany przez Interpol za terroryzm, zabójstwa, zorganizowaną przestępczością i spisku terrorystycznego.
ONZ potępia się "krwawą łaźnię" cywilne walki w północno-wschodniej Sri Lance
04 września 2009
New Delhi, 11 maj 2009 -. Ostatnich walk w twierdzy Tamilskich Tygrysów w północno-wschodniej Sri Lance spowodował w ten weekend na "krwawą łaźnię", jak donosi ONZ, która wyniosła 380 cywilów zabitych Sto z nich to dzieci.
"Dajemy dobre dane przez lekarzy rządowych w obszarze, którym podaje się śmierć 380 osób. Ponad 100 dzieci są wśród umarłych ", powiedział Efe przez telefon rzecznik ONZ w Sri Lance, Gordon Weiss.
Weiss powiedział, że ONZ "nie przyznaje" odpowiedzialność za zabicie rządu i partyzantów oskarżają się wzajemnie, ale przypomniał, że organizacja i "ostrzegł, że nie będzie rozlewu krwi" dla cywilów należą walki.
Armia Sri Lanki rozpoczęła kilka tygodni temu swoją ostateczną ofensywę przeciwko ostatniej reduty przez Tygrysy Wyzwolenia Tamilskiego Ilamu (LTTE), północnej nadmorskiej strefie, w której są zatłoczone między 50.000 a 100.000 cywilów, według ONZ chociaż rząd mówi się między 15.000 a 20.000.
Pracownik pomocy na Sri Lance powiedział Efe, że jest "niemożliwe" wiedzieć, co dzieje się w strefie działań bojowych, ponieważ nie ma w niej obserwatorzy, ale przypomniał, że tylko strona "z potencjału militarnego do bombardowania z powietrza jest rząd ".
W dniu 27 kwietnia rząd Sri Lanki nakazał armii ograniczyć swoją działalność i zakończyć korzystanie z ciężkiej broni i bombardowania lotniczego, choć wcześniej wielokrotnie odmawiano stosowania takiej broni.
Pomimo porządku, walki trwały i nasiliły w ten weekend w Mullivaaykaal pomieszczeniach i Vadduvaakal, ostatniego pod kontrolą partyzantów, otoczony przez oddziały na obszarze około czterech kilometrów kwadratowych.
Szef Organizacji Rehabilitacji Tamilów ust TRO)-również związany z partyzantki, Lawrence Christy, powiedział dziś, że ponad 3200 cywilów zostało zabitych od niedzielnego popołudnia i wezwał do międzynarodowej interwencji powstrzymać "ludobójstwo ".
Portal związany z partyzantów, Tamilnet i rzekomo opublikowane fotografie wykonane w ten weekend z ofiar bombardowania i palenie budynków.
Zarzuty partyzantów zostały zdementowane przez Sri Lanki Ministerstwo Obrony, który powiedział dziś, że jest LTTE który atakuje mieszkańców Tamil w obszarze pod ich kontrolą, aby promować międzynarodową interwencję.
"Są bombardowanie własnych cywilów z ciężkiej broni do winę na Sri Lanki siły. W ich kalkulacji, uważają, że doprowadzi to do innych krajów, aby rzucić koło ratunkowe, aby odkupić swe dusze ", obrony w oświadczeniu.
"Tygryski" Tamilowie "są bezsilni, aby stawić opór Sri Lanki. Muszą ich międzynarodowych przyjaciół i będzie uciekać się do niczego ich przyciągnąć. Więc znowu cywile są ukierunkowane, "dodał.
W ostatnich tygodniach rośnie niepokój o stan cywilów uwięzionych, który, zgodnie z Efe powiedział rzecznik Czerwonego Krzyża w Sri Lance, Sarasi Wijeratne, twarzy ostry niedobór wody, medycyny i lekarze, do udziału .
"Od zeszłego lutego przywieźliśmy na obszar 2350 ton żywności. Ta kwota jest niewystarczająca, aby zaspokoić nawet podstawowych potrzeb ludzi uwięzionych ", powiedział źródło.
Według rzecznika, Czerwony Krzyż wycofał się z obszaru od lutego do 13,769 cywilów rannych lub chorych w 31 operacjach morskich ewakuacyjnych, które czasami były utrudnione przez ciągłe walki.
Rząd Sri Lanki do tej pory odrzucił wszystkie połączenia międzynarodowe do wstrzymania ofensywy przeciwko Tamilskich Tygrysów, walczących o więcej niż 25 lat niepodległego państwa na wschodzie i północy wyspy.
Zarówno LTTE i rząd utrzymuje aktywną propagandę w celu uzyskania poparcia w konflikcie, ale większość roszczeń brakuje niezależnej weryfikacji, ponieważ jest zabronione dostęp do linii frontu.
Organizacja Human Rights Watch zwróciła się do Rady Bezpieczeństwa i śledztwo, czy są one produkcji "zbrodni wojennych" w Sri Lance, na końcu, na której rzecznik ONZ odmówił komentarza.
Sri Lanka mówi zatrzyma bombardowania twierdzy Tamilskich Tygrysów
04 września 2009
New Delhi, 27 kwiecień 2009 -. Rząd Sri Lanki powiedział dziś, że jego żołnierze przestaną bombardowanie lub użycie ciężkiej broni przeciwko twierdzy Tamil partyzanckiej ostatniego, po tygodniu międzynarodowej presji z powodu śmierci cywilów w 2000 jego ofensywę przeciwko partyzanci.
"Rząd Sri Lanki postanowił, że działania bojowe osiągnęły ich zawarcia," powiedział wykonawczy Ceylon w oświadczeniu.
"Nasze siły bezpieczeństwa zostały zamówione do zaprzestania używania ciężkich dział kalibru, samoloty bojowe i broni powietrznych, które mogłyby spowodować ofiar wśród ludności cywilnej", powiedział wykonawczy, przyznał po raz pierwszy, że został wykorzystany w przestępstwie.
Sri Lanki wojsko rozpoczęły atak zakończenia ostatniego tydzień przed Tygrysy Wyzwolenia Tamilskiego Ilamu (LTTE) w nadmorskiej strefie północnej dzielnicy Mullaitivu i ostatniego ogniska oporu partyzantki po 25 latach wojny.
W tym małym paskiem, około 17 kilometrów kwadratowych i wcześniej zadeklarowanego "bezpiecznej strefy" przez rząd były skoncentrowane do 190.000 cywilów (szacunki ONZ), wielu uciekło do innych obszarów walki.
Armia Sri Lanki twierdzi, że 110.000 cywilów zostały "uratowane" z terytorium w ostatnim tygodniu i pozostawił między 15000 a 20000 z kilkuset członków LTTE, teraz otoczony przez około sześć kilometrów kwadratowych.
Według dzisiejszej informacji, oddziały odtąd ograniczyć swoją działalność do ratowania tych cywilne "zakładnikiem" przez "Tygryski" Tamilów, choć wojskowy rzecznik powiedział przez Efe telefonicznej że nie będzie to stanowić przeszkodę dla ich działalności w obszar.
"LTTE jest ograniczone do małego obszaru. Co rząd chce powiedzieć, że walka ta ogranicza się do ratowania ludzi ", powiedział rzecznik Udaya Nanayakkara, odnosząc się do ludzi tamilskich.
W tym samym duchu, źródło obrony zaprzeczył, że rząd ogłosił zawieszeniu broni środków przez międzynarodową presją i powiedział, że jest częścią polityki "zera ofiar cywilnych" podczas misji bojowych "osiągają kres".
ONZ szacuje, że 50.000 ludzi pozostają wewnątrz nadmorskim pasie, choć LTTE kładzie figurę na 165,000 i ostrzega, że są "bliskie" śmierć z głodu, ponieważ rząd zablokował dostawy żywności od początku miesiąca.
Przedstawiciel "Tygryski", S. Puleedevan, acusó hoy al Gobierno ceilanés de intentar “engañar” a la comunidad internacional, ya que los bombardeos continuaron en la zona después del anuncio gubernamental, informó el portal web afín a la guerrilla, Tamilnet.
La guerrilla acusó también a las tropas ceilanesas de causar nuevas muertes de civiles en un ataque esta mañana -calificado por Nanayakkara como “maniobras de rescate”- y luego aseguró que hubo dos bombardeos más contra objetivos civiles tras el anuncio de que éstos cesarían.
Acosado por el Ejército, el LTTE declaró ayer, domingo, un “alto el fuego unilateral” con efectos inmediatos aludiendo a la mala situación humanitaria en la zona, pero el Gobierno lo consideró un mero intento de la guerrilla de ganar tiempo y reagruparse.
El “alto el fuego” guerrillero y el anuncio del Gobierno han coincidido con la presencia en la isla del subsecretario general de la ONU para Asuntos Humanitarios, John Holmes, quien pidió ayer a ambos bandos una “pausa” humanitaria.
Holmes, que tiene previsto marcharse esta noche, se reunió con el ministro ceilanés de Asuntos Exteriores, Rohitha Bogollagama, y visitó Vavuniya (norte) para comprobar las condiciones de los civiles tamiles recluidos por el Gobierno en campos de desplazados, donde falta de todo para cubrir sus necesidades básicas.
También tiene previsto entrevistarse esta tarde con el presidente, Mahinda Rajapaksa, informó a Efe un portavoz de Exteriores contactado por teléfono.
Rajapaksa se permitió hoy mandar un recado a la comunidad internacional aprovechando la masiva victoria que obtuvo este fin de semana su partido en unas elecciones regionales.
“La Provincia Oeste ha enviado un mensaje decisivo a la comunidad internacional. Ha declarado categóricamente que ningún poder tiene derecho o justificación moral para pagar la fianza del brutal terrorismo cuando se escriben las últimas líneas de su capítulo final”, dijo Rajapaksa.
Afganistanu, zakurzone skrzyżowanie
01 września 2009
W Afganistanie nie ma strategii, tylko taktyka. La frase es de un responsable de seguridad que pide no ser nombrado; pero aunque –digamos- anónima, es sentencia de vuelo en el convulso o pacífico (según tomemos la visión pesimista o la optimista) proceso electoral afgano , todavía con ganadores por definir pero desde luego ya encajonado en las acusaciones de fraude, las denuncias de manipulación y la desconfianza generalizada ante el futuro de una guerra que comenzó hace ocho años y no sólo no tiene visos de terminar sino que empeora.
Nada más cerrar los colegios electorales, el pasado día 20 de agosto, entre los periodistas occidentales y la comunidad internacional, quizá con el ejemplo iraní en el subconsciente, comenzó a ganar peso la idea de que las elecciones presidenciales habían sido una pantomima gigantesca orquestada por el Gobierno afgano para perpetuarse en el poder, con la aquiescencia tácita de los poderes occidentales y el silencio sumiso de las organizaciones supranacionales. Y pocos días después saltó la liebre: el principal opositor, Abdulá Abdulá , antiguo ministro de Exteriores y portavoz del señor de la guerra Ahmed Shah Masud, denunció el “fraude masivo”, la “farsa” de recuento, justificada por las más de 2.000 denuncias de irregularidades en el proceso.
No hay aún nada definitivo al respecto (la Comisión de Quejas todavía está evaluando las irregularidades), pero es que lo inusual sería que los comicios fueran intachables : en un país con distritos enteros dominados por los insurgentes talibanes, diarias operaciones de combate y partes de bajas cada vez más nutridos, sin una cultura democrática establecida ni partidos políticos enraizados entre los ciudadanos –por otra parte, mayoritariamente analfabetos. No existe un censo de población fiable y la complicada orografía hizo que la Comisión Electoral tuviera que usar varios miles de burros para llevar las urnas a ciertas áreas aisladas. En estas elecciones, mucha gente ha parecido exigir poco menos que un milagro.
La comunidad internacional se ha gastado cientos de millones de dólares para que Afganistán pudiera celebrar sus elecciones presidenciales; pero con ello y con la masiva abstención quedó refrendada la idea de que en el país hay una democracia sostenida por el extranjero y no compartida por la población, todavía dependiente de los viejos códigos tribales que impiden a la mujer salir de casa y, por ejemplo, registrarse como votante. En muchos pueblos, son los maridos quienes registran a sus mujeres , con el riesgo –denunciado por distintos organismos independientes- de que se emitan tarjetas de votante sobre la base de personas inexistentes, vendidas luego al mejor postor, como hizo público la BBC en una investigación.
Y en esos muchos pueblos, digo, son todavía los viejos líderes tribales quienes deciden el voto de comunidades enteras. Una regla alterada en el sur y el este del país, donde ha sido más palpable la intimidación de los talibanes , que llamaron al boicot de los comicios (“pura propaganda americana”) y amenazaron con represalias a los votantes (cumplidas al menos en tres casos documentados: a dos personas les cortaron los dedos, manchados de tinta en el proceso de votación; ya un campesino le mutilaron la nariz cuando marchaba a las urnas). Se registraron 135 ataques, según el dato oficial.
Con todos estos elementos, resulta sorprendente que pese a lo alienígena de la democracia en el viejo sistema tribal afgano, la denunciada sombra del fraude alentado por los barones regionales y las amenazas y atentados de unos insurgentes cada vez más poderosos, haya habido varios millones de afganos decididos a ir a votar limpiamente y con la confianza de que su voto servirá para algo. En el capítulo de lo positivo, y sabiendo que la abstención ha sido masiva, lo mejor que se puede decir es que la democracia tiene algunos adeptos brotes verdes en Afganistán.
Pero esto no obsta para comprender que unas elecciones celebradas con el despliegue de unos 300.000 miembros de las fuerzas de seguridad –de ellos, unos 100.000 soldados extranjeros- son el mejor recordatorio de que Afganistán no solo es un país en guerra, sino que además la situación está más tiempo descontrolada que bajo control: julio fue el mes que marcó el récord de bajas en combate de las tropas internacionales desde la invasión del país, en el año 2001, hasta que esa marca fue superada en agosto. Atentados, explosiones, incursiones rebeldes de baja o media intensidad: un desgaste casi imperceptible pero permanente. Una bomba de relojería.
Los soldados de las tropas internacionales están bien equipados –mucho mejor que sus colegas afganos- y se mueven en unos estrictos protocolos de seguridad que buscan proteger su integridad y minimizar las bajas. Comprensible, pero a la vez con el contratiempo que esto supone -por la inaccesibilidad- para ganarse la simpatía de la población afgana. Y además juegan en desventaja, porque los talibanes no son un cuerpo externo a Afganistán; aparte de su cúpula dirigente, muchos de ellos son pastunes de áreas rurales que no tienen más manera de ganarse la vida que echarse al monte, con un sueldo mejor que el que les pagaría el Ejército (Palabras de alguien de fiar: “ ¿A quién le interesa que occidente se empantane en Afganistán? Coge un mapa y mira los países limítrofes. Uno a uno” ).
Así que son afganos de pura cepa nacidos en el seno de familias igualmente afganas con un código moral tradicional y una lectura ultraconservadora del Islam, pero valores propios y compartidos. Propondrán un orden social anclado en el pasado y unos puntos de vista escalofriantes bajo cualquier estándar internacional, pero a la vez dicen garantizar la seguridad de la población de la que forman parte en la lengua que maneja esa misma población. En esto, tienen un plus esencial sobre las tropas extranjeras, que son un elemento externo y accidental tanto entre las polvorientas colinas de Kabul como no digamos ya en el medio rural.
“ Los talibanes no atacan a la gente normal, ¿por qué deberíamos tenerles miedo?”, contaba un muchacho pastún venido desde Nangarhar –en el este del país-, a un mítin del muy demócrata Ashraf Ghaní, antes de las elecciones. Es un argumento que la práctica insurgente demuestra falaz, pero lo que importa es que mantiene su calado en una parte no desdeñable de la población, tan cansada de guerras como ansiosa por retornar a una situación de seguridad que se les escapa.
Fíjense: el cuartel de la ISAF (Fuerza Internacional de Asistencia a la Seguridad) en Kabul es una muralla de cemento , de pesadas puertas custodiadas por unos soldados macedonios con gafas discotequeras que ni se manejan en inglés (no digamos ya en dari) y apenas señalan con gestos que no hay que acercarse más de lo necesario. Y, no lejos, para llegar al Palacio presidencial de Hamid Karzai hay que pasar estrictos controles de seguridad y caminar a pie por una extensa avenida arbolada. Tan verde y tan vacía que uno se pregunta si de verdad está en Kabul o ha salido andando del país, sin darse cuenta.
“ Es curioso –decía el traductor a nuestro paso por los jardines del presidente Karzai-. Con los talibanes, este espacio estaba abierto para la gente. Todos podían pasear y acercarse por aquí. Y ahora, lo han convertido en una especie de fortaleza ”. Así es Kabul: una ciudad vitalista, pero con un barrio entero arrancado a su población y monumentales atascos (los coches se concentran en las pocas vías alternativas, a veces sin asfaltar y cruzadas por rebaños de cabras). Los estudiantes del céntrico instituto Amani –donde votó Karzai y cerca de palacio-, tienen que pasar controles y registros diarios para ir a clase. Si alguno intenta fumarse una clase y salir del centro, la Policía afgana lo envía al calabozo.
Karzai –tan pastún como los talibanes y por eso mismo, su principal dique de contención- se hizo esperar dos horas en la sala de prensa y habló cinco minutos, los suficientes como para dar una visión bien humorada de las elecciones y mostrarse seguro de su triunfo (necesita más del 50 por ciento para proclamarse vencedor en la primera vuelta); pero no dio pistas de lo que hará si gana: si negociará con los insurgentes moderados, como prometió, si ejecutará sus pactos con los señores de la guerra (a los que ha atraído para ganar votos), si mantendrá firmeza respecto a las tropas internacionales pese a sus desencuentros con los EEUU.
“ No hay estrategias, sólo tácticas ”. Y en estas, el jefe de las tropas internacionales en el país, Stanley McChrystal, pide un viraje en el rumbo de una guerra que, de seguir así, “se perderá”. Se trata, ha escrito el general, de dar prioridad a la seguridad de la población afgana frente a los talibanes y de fomentar la presencia del Ejército afgano en las operaciones contra los insurgentes. Pero se trata, en realidad, de continuar con el estado de guerra sin tener en cuenta que, para un sector de los afganos, los talibanes siguen siendo libertadores levantados contra el invasor . Y sin tener en cuenta que el principal enemigo del progreso sigue siendo la falta de oportunidades entre los jóvenes afganos (el 65 por ciento de la población tiene menos de 28 años).
Esto último es algo que tiene claro el candidato Ramazán Bashardost –tercero en el recuento de voto-, un ex ministro de Planificación que ha hecho campaña desde una tienda de lona emplazada frente al parlamento afgano, sin ningún tipo de protección de seguridad y sin temor de sufrir ataques ( ¿quién va a querer matarme a mí?, se pregunta). Bashardost combina una fiera lucha contra la corrupción con ideas algo peregrinas respecto al final de la guerra (propone comandos contra objetivos en Pakistán si ese país se inmiscuye en los asuntos afganos), pero la propuesta que importa aquí es su llamada de atención sobre el subdesarrollo del país.
Bashardost acusa a las ONG occidentales de embolsarse dinero destinado a obras públicas, pone nombre a las ovejas negras de las organizaciones estatales de ayuda, rastrea el desvío de fondos en un país que languidece a la cola de los índices mundiales de corrupción. Quiere, dice, el desarrollo para que las pagas militares o insurgentes dejen de ser una opción atractiva –o la única opción- de los jóvenes en un país “ acostumbrado a guerrear desde el Paleozoico ” (en palabras de una fuente diplomática) y con un deporte nacional, el buzkashí, que es una pequeña batalla en miniatura. Bashardost no tiene posibilidades de victoria, pero ha atraído a un número de votantes suficiente (ronda el 10 por ciento) como para ser tenido en cuenta. “Los votos de Bashardost – bromeaba un colega periodista el primer día de escrutinio- serán los únicos reales en estas elecciones. Lo demás, puro fraude”.
La tienda de Bashardost es tan pequeña como cualquiera de los dos cañones que adornan la entrada del surrealista palacio de Karzai. En un lugar como Afganistán, donde la vida vale menos que un melón, bastaría con que uno de esos integristas suicidas corriera unos metros desde la carretera para llevarse de un soplo explosivo a Bashardost ya su tienda. Pero, paradójicamente, estar allí mete menos miedo que pasar veinte minutos a las puertas de la ISAF, con los soldados macedonios impidiendo el paso y -es un suponer- en la mirilla de los insurgentes. Y de lo que ocurre en Afganistán con los palacios da buen testimonio el edificio de Darul Amán, la mole inmensa del shá. Hoy yace ruinoso a las afueras de Kabul –bien es verdad que todavía majestuoso- y vigilado por un grupo de aburridos soldados que matan las horas tumbados a pierna suelta en camastros a la sombra, parapetados tras interminables alambradas.
Desde los huecos para los ventanales de Darul Amán, vieja morada del rey, se divisa Kabul, a lo lejos. Una ciudad entre montañas tomada por el polvoriento calor del verano y por miles de soldados venidos de muy lejos mientras el mundo se interroga para qué sirve todo esto.
Afganistán es un país partido en tribus y etnias de difícil convivencia –pastunes, tayikos, hazaras, uzbecos-, con dos generaciones enteras que han crecido con la guerra como hábitat natural. Una encrucijada de rutas con vecinos de ambiciones opuestas que la han convertido en tablero de sus intereses propios (país sin mar, hay tres vías de suministro terrestre, pero los occidentales no controlan ninguna), como lleva pasando desde Alejandro Magno. Los mimbres del estado son débiles ya Karzai lo llaman viciosamente el “alcalde de Kabul”, porque su control sobre el país no llega ni a los pilotos del avión presidencial (historia que contaré otro día).
Hablando de aviones: regresaba desde Kabul vía Kandahar, un vuelo de la compañía Ariana que domina a baja altura las montañas de Ghazni y Zabul antes de llegar al pedregoso aeropuerto del bastión talibán. Un azaroso compañero de viaje me iba señalando los accidentes de las sierras, aquí un pueblo, allí un valle, dominado todo por las ocres montañas afganas. “ ¿Eres tayiko o pastún? ”, le pregunté. “ Soy afgano ”, me respondió con retintín. Y ya más serio, fue detallando los peligros del camino allá abajo: talibanes, salteadores, mujeres atrapadas, pobreza por todas partes. “ La mayoría de los jóvenes en este país no tienen de qué vivir ni saben qué hacer ”, decía, “ la demanda de desarrollo es urgente y vital ”.
O sea, me despedí de Afganistán, más estrategia y menos tácticas.
Sri Lanka conmemora independencia con 52 civiles muertos en combates en norte
06 marca 2009
Nueva Delhi, 4 feb 2009.- La ONU denunció hoy la muerte de 52 civiles en los duros combates que se registran en el norte de Sri Lanka, país que conmemora hoy su independencia embarcado en una violenta ofensiva del Ejército contra la debilitada guerrilla tamil.
“Al menos 52 civiles han muerto en ataques registrados anoche en el sector de Suranthapuram. Estamos pendientes de saber más detalles”, aseguró a Efe por teléfono el portavoz de la ONU en Sri Lanka, Gordon Weiss.
Weiss denunció además un ataque con bombas de racimo contra el hospital de Puthukudiyirippu, que ha sido objeto de bombardeos desde el pasado domingo y está cerca de varias áreas de combate entre el Ejército y el LTTE (Tigres para la Liberación de la Patria Tamil).
Por el momento se desconoce si ha habido víctimas en este último ataque, en tanto que en los registrados hasta el pasado lunes, según datos de la Cruz Roja, al menos doce civiles han muerto y otros 30 han resultado heridos y las bombas han dañado las cocinas, la iglesia, el pabellón femenino e infantil y la sala de operaciones.
“Creemos que los civiles han empezado a abandonar el centro a la búsqueda de un lugar seguro. Estamos a la espera de conocer si hay más muertos en este último ataque”, aseguró a Efe por teléfono la portavoz de la Cruz Roja, Sarasi Wijeratne.
Aunque todas las miradas apuntan al Ejército como responsable, un portavoz militar negó a Efe que los ataques contra el hospital hayan sido obra de la aviación ceilanesa, en línea con la versión oficial del Gobierno, que dice no actuar contra objetivos civiles.
“Nunca hemos usado ni tenemos bombas de racimo. Sabemos que viola normas internacionales -dijo a Efe el portavoz Udaya Nanayakkara-. Respecto a Suranthapuram, hay combates contra la guerrilla. En todo caso, los muertos serían guerrilleros vestidos de civiles”.
Este domingo expiró un plazo de 48 horas fijado por el Gobierno para que los civiles que continúan en áreas del LTTE entraran en una zona de seguridad como “única forma” de quedar a salvo durante los combates que enfrentan al Ejército con la guerrilla.
Desde finales de 2007, el Ejército se ha embarcado en una poderosa ofensiva que le ha permitido arrebatar a la guerrilla sus bastiones principales y el grueso de su territorio, hasta rodearla en un área selvática de unos 200 kilómetros cuadrados en el noreste.
De ese logro se congratuló el presidente ceilanés, Mahinda Rajapaksa, quien asistió hoy al desfile militar celebrado en Colombo con motivo del aniversario de la independencia del país, obtenida en el año 1948 de manos del Imperio Británico.
“Confío en que en unos pocos días derrotaremos decisivamente a la fuerza terrorista que muchos decían que era invencible”, aseveró Rajapaksa en su discurso ante los asistentes al desfile, entre ellos los principales dirigentes castrenses.
“Hemos logrado derrotar casi por completo a las cobardes fuerzas del terror que mantenían atemorizada nuestra nación.(…) Nuestras heroicas Fuerzas Armadas nos han dado la oportunidad de celebrar el aniversario de la Independencia libres de la sombra del terrorismo”, añadió.
Su Ejecutivo se enfrenta, sin embargo, a una creciente presión internacional para respetar a la población civil atrapada en zona de guerra, que Sri Lanka estima en 120.000 personas frente a las 250.000 calculadas por las organizaciones internacionales.
Desde el inicio en 1983 de la guerra abierta de la guerrilla tamil contra el Estado, han muerto en la isla del Índico casi 100.000 personas víctimas del conflicto étnico, y cientos de miles se encuentran desplazadas.
Ante la precaria situación de la guerrilla tamil, Estados Unidos, la Unión Europea, Japón y Noruega instaron ayer a los rebeldes a abandonar las armas y negociar con el Gobierno el fin de la guerra civil, para evitar así más derramamiento de sangre.
El LTTE mantiene bajo su control los pequeños núcleos urbanos de Visuamadu y Puthukudiyirippu, tras perder en enero el estratégico paso del Elefante, la ciudad de Kilinochchi -su capital de facto-, y la ciudad de Mullaitivu, que era su último gran bastión.
Los “tigres” tamiles luchan por proclamar un estado independiente en el norte y el este de la isla, donde su etnia tiene mayor presencia, frente a la cingalesa, mayoritaria en el país.
MIA – Paper planes
01 marzec 2009
Vídeo: MIA – “Paper Planes” (Slumdog Millionaire, banda sonora)
MIA (acrónimo de Missing In Action) es una combativa artista de 31 años hija de padre tamil. Por eso en sus conciertos no para de denunciar los atropellos del Ejército de Sri Lanka contra esa minoría étnica en el norte del país. Es polifacética: canta, diseña moda, hace fotografía, hasta ha dirigido un documental y, por último pero no por ello menos importante, acaba de ser mamá. Para esta notable canción, MIA toma un riff de guitarra de The Clash. Las imágenes pertenecen a la película “Slumdog Millionaire”. El artículo sobre la película está aquí.






















comentarios recientes